Słowacki
Juliusz Słowacki - książki online
Strona :« 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 Zobacz wszystkie»
I wyciągały główki przez miejsce, gdzie były oczy ludzkie, i pełna była
płaczącéj troski kość śpiącego człowieka.
A wziąwszy ją rozgniewany Anhelli, rzucił o ziemię mówiąc: Precz, kościele
zhańbiony.
A płomień z ziemi wyszedłszy stanął przed nim w kształcie jakoby ludzkim, i w
ubraniu biskupiem z infułą i z krzyżem na głowie, a wszystko ogniste.
I rzekł z wielką zgrozą: Oto przyszliście ruszać umarłe;
czyż nie dosyć trupom wichry mieć nad sobą i zapomnienie?
Ręce moje łamały hostiją, a teraz je wyciągnę nad wami i przeklnę mówiąc:
Bądźcie przeklęci, burzyciele grobów.
Azaż nie dosyć wycierpiałem na moim tronie, i na biskupim oparty pastorale,
modląc się za kraj, który miał ginąć jak człowiek potępiony.
Kiedy Kimbar wywołał Sybir i postawił go przed obliczem sejmu bladego, mówiąc:
Oto jest krzyż.
Nie poszedłemże na wygnanie ]’ak człowiek czysty? Któż mi co zarzuci i grobowi
mojemu? Oto umarłem i zapomniano o mnie; czegóż więcéj chcecie od ludzi, co
umarli?
Widzicie tę białą ziemię, jam tu mieszkał; widzicie kości te ja żyłem z niemi.
A to jest moja kość, ta kość spróchniała. Ludzie ją niegdyś szanowali, a dawniéj
jeszcze całowała ją matka moja, a dzisiaj mewa w téj czaszce uwiła gniazdo i
mieszka; dajcie wy pokój białemu ptakowi Boga.
Ja znałem matkę jego matki, gdzież jest? gdzie są gile, które przylatywały
ubierać róż girlandami suche drzewa Syberyi, abym sobie przypomniał jabłonie
sadów moich w ziemi ojczystéj.
Tak skarżył się - i przepraszał go Anhelli za obelgę kości jego mówiąc: Oto ja
wkrótce przyjdę położyć się z wami, nie klnij mnie.