Słowacki
Juliusz Słowacki - książki online
Strona :« 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 Zobacz wszystkie»
I otworzywszy oczy starzec, zawołał po trzykroć: Anhelli! Anhełłi! Anhelli! a
głos jego był smutny.
I rzekł mu: Weź reny moje i pójdź na północ, znajdziesz mieszkanie w śniegu i
spokojność. A będziesz żył mlekiem renów.
Weź z sobą tę niewiastę, i niech ci ona będzie siostrą; ona mię ukochała w
godzinę śmierci, więc nie chcę, aby zginęła jak tamci.
Cóż ci mówić będę! Oto śmierć będzie mówić za mnie i wyręczy mię. Ja cię
kochałem.
Boś czysty był jak lilija biorąca z wody liście i kolory niewinne, boś mi był
jak syn dobry.
Nie smuć się aż do śmierci po zgonie ojczyzny twojéj… Ani płacz myśląc, że jéj
nie zobaczysz; wszystko jest snem smutnym.
Gdy tak mówił, usłyszał Anhelli stąpanie po śniegu i rzekł: Ktoś nadchodzi? Czy
to śmierć stąpa głośno?
Lecz był to ren, który stanąwszy nad umierającym panem, zadziwione oczy napełnił
wielkiemi łzami; i odwrócił się od niego Szaman płacząc.
A po chwili, przystąpiwszy doń Anhelli, wziął go za rękę i poczuł, że była
martwa.
Więc pochował starca w śniegu, i obróciwszy się do niewiasty, rzekł: Chceszli
mnie wziąść za brata? chodź ze mną. A ta mu do nóg upadła mówiąc: Aniele mój!
Podniósł ją z ziemi Anhelli, i udali się oboje na północ, a za niemi szli
renowie Szamana, wiedząc, że za nowemi idą panami.
A zaś Anhelli milczał, bo miał serce pełne łez i boleści.