IGF

Strona :« 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 Zobacz wszystkie»

I dziwił się Anhelli, że była spokojną o przyszłość, popełniwszy niegdyś
zbrodnię wielką, a nawet krwią mając zmazane ręce.
I dziwił się, że skarga jéj była maleńką i skarżącą się jak płacz niewinnéj
dzieciny, kiedy zazdrościła ptakom skrzydeł niebieskich, widząc, jak rybitwy
białe wędrują ku słońcu złotemu i toną w promieniach.
A lękała się zmazać słowami nieczystemi mówiąc: Oto nas dwoje na ogromnéj
pustyni, więc nas Bóg pewnie słucha i na nas patrzy; a jeśli o rzeczy dobre
prosić Go będziemy, to nie opuści nas.
Przyszedł więc dzień sybirski, a słońce nie zachodziło, lecz biegało niebem, jak
koń w zawodzie z płomienistą grzywą i z białćm czołem.
Straszliwe światło nie kończyło się nigdy, a huk lodów był, jakoby głos Boży
odzywający się na wysokościach do ludzi nędznych i opuszczonych.
A długi smutek i tęsknoty przyprawiły o śmierć ową wygnankę, i położyła się na
łożu liścianem pomiędzy renami swojemi, aby umrzeć.
A był zachód słońca; albowiem od niejakiego czasu, zaczęły się noce w ziemi
sybirskiéj i słońce coraz dłużćj zostawało pod ziemią.
Obróciwszy więc ku Anhellemu szafirowe oczy zalane łzami wielkiemi, rzekła
Ellenai: Umiłowałam ciebie, bracie mój, i opuszczam.