Słowacki
Juliusz Słowacki - książki online
Strona :« 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 Zobacz wszystkie»
A teraz podniosę oczy do Królowy Niebieskiéj i będę się modliła do Niéj.
Zaczęła więc tu umierał ąca mówić litanije do Matki Chrystusowéj, i właśnie
wymówiwszy: Różo zlota! skonała.
I na znak cudu, upadła róża żywa na białe piersi umarłéj, i leżała na nich, a w
jamie rozeszła się od niéj woń różana i mocna.
Nie śmiał więc Anhelli ruszyć ciała umarłéj, ani złożyć rąk, które były
wyciągnięte, lecz usiadłszy na końcu łoża płakał.
A oto jakoby o północy stał się wielki szelest, i myślał Anhelli, że reny
szeleszczą, wyjadając mech spod łoża śmierci; lecz inna była przyczyna.
Chmura jakoby duchów ciemnych zatrzymała się nad jamą śmiejąc się głośno, a
ciemne twarze pokazały się przez rozszczepione lodu sklepienie i krzyczały:
Naszą jest!
Lecz róża owa cudowna dostawszy skrzydeł gołębich, podleciała w górę, i
spojrzała na nie oczyma niewinnego Aniołka.
Ciemne więc owe duchy i chmura ich wzniosła się z dachu krzycząc w ciemnem
powietrzu smutne przeklinania, i stała się znów cichość, jaka przystoi w
miejscu, gdzie trup spoczywa.
We trzy zaś godziny po północy, usłyszał Anhelli stukanie do drzwi, które były z
lodu, i odwaliwszy bryłę wyszedł na księżyc.